Menu
szycie-w-miedzyczasie.pl
  • Strona główna
  • O szyciu i życiu
  • Filozoficznie
  • Zwariowana mama
  • Radosna twórczość
  • Sposób na…
szycie-w-miedzyczasie.pl

O szyciu i życiu – po długiej przerwie

Napisano dnia 8 lutego 2026

Jak co roku jedno z moich noworocznych – powiedzmy – postanowień to „więcej pisać”. Ciągle jednak się nie bardzo udaje, co nie znaczy, że mam zamiar się poddać. W końcu wiele spraw nie wychodziło po raz pierwszy, drugi, dziesiąty, a za tym pięćdziesiątym czwartym – udało się. Może więc i tu w pewnym momencie coś zaskoczy.

Po tak długiej przerwie chciałam zacząć o wpisu „o szyciu i życiu”, ale absolutnie nie mam zamiaru opisywać wszystkiego co szyłam przez ostatnie półtora roku (zresztą sama miałabym problem, żeby to sobie przypomnieć) i ograniczę się do ostatnich dwóch miesięcy.

Zacznijmy więc od grudnia. Grudzień zazwyczaj jest miesiącem absolutnie szalonego szycia – zawsze wymyślam sobie jakieś rzeczy, które mogłabym zrobić dla kogoś w ramach świątecznych upominków i kończy się to tym, ze szyję po nocach, żeby tylko zdążyć. W tym roku w zasadzie też miałam taki plan, ale choroba i natłok pracy skutecznie mnie powstrzymały przed jego realizacją. Ograniczyłam się zatem do naprawdę niewielu rzeczy, resztę odkładając na „po świętach”. I w sumie – całkiem mi się to podobało. Był jeden moment szalonego dziergania na drutach, ale nie był w sumie aż tak długi i szybko minął.

Mając niewiele czasu na szycie i inne działania nie lubię się spieszyć. W tym wszystkim głównie przecież chodzi o przyjemność z tworzenia, a nie o bicie rekordów szybkości.

Paradoksalnie wcale nie oznacza to, że grudniu zrobiłam jakoś znacząco mniej rzeczy niż w innych miesiącach. W sumie oszczędziłam sobie głównie stresu i poczucia, że mam dość szycia na jakiś czas.

Zaczęło się od akcji „Tak niewiele”. Akcja polega na tym, że przygotowuje się prezenty świąteczne dla osób mieszkających w domach pomocy społecznej i innych tego typu instytucjach. Na stronie akcji można wybrać, komu chce się zrobić prezent – przy każdej osobie jest krótka informacja o niej oraz to, o czym marzy. W tym roku szykowałam dwie paczki. Pierwsza była dla pani, która lubi robić na drutach. Jako dodatek do paczki uszyłam jej torbę na robótki i małą kosmetyczkę. Wahałam się czy wybrać jakieś stonowane materiały, czy może poszaleć, ale ponieważ pani prosiła o KOLOROWE włóczki, więc stwierdziłam, że najwyraźniej lubi kolory (w sumie tak, jak ja), więc można szaleć. Materiał z którego szyłam – to jedna z moich zdobyczy na allegro – czasem trafiam na takie kawałki, obok których trudno przejść obojętnie (i zazwyczaj nie przechodzę) i to właśnie jeden z nich. To grube, bawełniane płótno, z którego przyjemnie się szyje i które równie dobrze się sprawuje (sama mam torby z podobnych materiałów i korzystam z nich bez umiaru)

Druga paczka z kolei wędrowała do pana, który poprosił o polarowy koc. Jeśli koc, to może przyda się i szalik? – pomyślałam i zaczęłam przeglądać zapasy włóczek. Wybór nie był łatwy, ponieważ szalik miał być szalikiem męskim, a więc wszelkie róże i pastelowe fiolety odpadały w przedbiegach. W końcu wybrałam najbardziej męski zestaw, jaki znalazłam i zabrałam się za dzierganie. Beżowa włóczka miała być kiedyś moim swetrem, ale zanim zdążyłam go wydziergać, to doszłam do wniosku, że wolę swetry w kolorach turkusu i fuksji.

Szalik dziergało się bardzo przyjemnie i dosyć szybko. Na tyle szybko, że gdy do wysłania paczki pozostał tydzień oraz jakieś dwie trzecie szalika postanowiłam podjąć wyzwanie i jednak go skończyć (cały czas dziergałam z nastawieniem, że jak zdążę, to wyślę, a jak nie – to nie)

Zdążyłam – choć ostatnie nitki chowałam w dniu wysyłania paczki.

Kolejną rzeczą była torba – jedna z tych, które często szyję. Przy okazji jej szycia zrobiłam porządek w jednym z pudeł z nie-wiadomo-czym i znalazłam tam już gotowe wycięte kawałki na podszewkę. Tak – przegląd pudełek i szafek z materiałami to coś, co trzeba robić regularnie. Co ważniejsze – po tych porządkach okazało się, że to pudło w zasadzie jest niepotrzebne, a na jego miejsce na półkę może wskoczyć overlock. Odzyskałam więc nieco przestrzeni na biurku, łatwiejszy dostęp do maszyny i motywację, żeby nie zostawiać rozgrzebanego szycia (bo i tak trzeba schować overlock).

Potem przyszła kolej na nieco bardziej szalone rzeczy. Otóż do szkolnego przedstawienia potrzebny był… krawat ze świętym Mikołajem na desce surfingowej. Nawet proponowano mi zakup takiego krawata na Vinted, ale ponieważ razem z przesyłką miał kosztować 40 złotych, odmówiłam stanowczo. Zamiast tego kupiłam w ciuchlandzie niebieski krawat za dwa złote oraz zestaw farb do malowania po tkaninach, za… no… nieco więcej niż czterdzieści złotych, ale farby to kategoria „hobby i rozrywka” więc to się zupełnie inaczej liczy. A poza tym farby mam zamiar wykorzystać do wielu innych projektów.

Malowanie Mikołaja nie było takie proste, ale ostatecznie wyszło całkiem nieźle. Nawet udało mi się zmieszać farby tak, by uzyskać kolor cielisty.

Następna w kolejce była ozdoba choinkowa. Też w ramach prac szkolnych. Po przeszukaniu zasobów Pinteresta zdecydowałam się na choinkę z filcu ozdobioną haftowanym łańcuchem i bombkami z koralików. Na tyle mi się spodobała, że być może stworzę takich ozdób więcej i będę ozdabiać choinkę w domu. Filcowe ozdoby mają wielką zaletę – nie tłuką się. Po tym jak w zeszłym roku w nocy wpadłam na choinkę i zrzuciłam trochę bombek na ziemię, coraz bardziej skłaniam się do twierdzenia, że szklane bombki to przeżytek. Sprzątanie szkła z podłogi w środku nocy zdecydowanie nie należy do moich ulubionych zajęć.

Po świętach mogłam spokojnie zabrać się za uzupełnianie garderoby swojej – i dzieci. I na razie wzbogaciłam ją o kilka par spodni dziecięcych. Szycie spodni to temat na osobny wpis, który mam nadzieję pojawi się nieco szybciej niż „za półtora roku.”

Styczeń z kolei upłynął mi pod znakiem pracy (intensywnej) oraz haftu, dzięki któremu tę intensywną pracę można było jakoś przetrwać i nie zwariować. Haft to też temat na osobny wpis, bo okazało się, że od czasu kiedy ostatnio haftowałam coś większego świat poszedł naprzód i pewne rzeczy można naprawdę robić łatwiej.

Czy mam jakieś szalone plany na luty? Cóż – osiem lat macierzyństwa nauczyły mnie, że najważniejsze w tych bardziej i mniej szalonych planach jest elastyczność i umiejętność szybkiej ich zmiany. Więc tak – owszem – plany mam, ale co z nich wyniknie – to się jeszcze zobaczy. Przede wszystkim chciałabym skończyć haft, nad którym pracowałam w styczniu, dokończyć różne rozgrzebane ciuszki, które chwilowo siedzą w pudełku i – no cóż – trochę zawadzają. A poza tym – to już jest najbardziej szalone – trochę więcej pisać.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

©2026 szycie-w-miedzyczasie.pl | Powered by SuperbThemes & WordPress