O szyciu i życiu (4)

Zajrzałam na swojego własnego bloga. Ostatni wpis pojawił się 24 października. Co??? Pod koniec października??? Ponad dwa miesiące temu???

Na to wygląda.

– Jak ty to robisz – zapytała mnie kiedyś znajoma – masz dziecko, pracujesz i jeszcze znajdujesz czas na szycie i pisanie..?

Jak widać – nie zawsze znajduję. Szyję i piszę w międzyczasie. A jak się dużo dzieje, to międzyczasu zaczyna brakować.

Ale żeby aż dwa miesiące..?

Otrząsnąwszy się z szoku stwierdziłam, że trzeba zacząć od czegoś prostego i poopowiadać trochę o szyciu i życiu.

Co zatem szyję?

Ostatnio szyłam dużo. Jak co roku część prezentów pod choinkę powstaje na maszynie, a prezenty – jak to prezenty – należy przygotować na czas. Ostatnie dni przed świętami spędziłam więc na coraz bardziej gorączkowym szyciu i nawet nie miałam czasu na pokazywanie tego, co mogłam pokazać (czyli na przykład kalendarza adwentowego). Postanowiłam więc robić to sukcesywnie po świętach. Niemniej jednak po takim gorączkowym szyciu potrzebowałam kilku dni odpoczynku. Odpoczynek trwałby pewnie dłużej gdyby nie dwie sprawy. Pierwszą było to, że w czwartek byłam na spotkaniu Patchworku Mazowieckiego (kiedyś  spotkania miały nazwę „patchworkowe darcie pierza”) i wyszłam z głową pełną pomysłów i inspiracji.
Na spotkaniu zaczęłyśmy szyć quilt na podstawie obrazu, co było dla mnie nowością – zarówno wspólne szycie, jak i w ogóle pomysł odtwarzania obrazu za pomocą kawałków materiałów.
Postanowiłam więc spróbować w najbliższym czasie swoich sił w takiej technice i pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, to zamówiłam kilka rolek tiulu. Zawsze zaczynam od jakichś zakupów.

Drugą sprawą był fakt, że patchworkowy kocyk, który planowałam uszyć  zaczął być sprawą pilną, bo przyszła właścicielka kocyka jest już na świecie. Tak więc znowu trzeba było zasiąść do maszyny. A jak już siadłam, to stwierdziłam, że wciąż mnie to zajęcie niesamowicie relaksuje i kwadrans przy maszynie działa cuda. O ile oczywiście nie jest to ten kwadrans podczas którego złamię cztery igły. Obecnie szyję więc kocyk, ale plany na przyszłość mam – jak zwykle – odważne i szalone.

Co gotuję?

Na razie nie gotuję nic. Mamy tyle świątecznego jedzenia w lodówce, że moje zabawy w kuchni ograniczają się do podgrzewania tego i owego. Ale dostałam dwie nowe książki kucharskie, więc jak już zjemy świąteczne zapasy, będzie co wypróbowywać. Początek roku ma upłynąć pod hasłem „eksperymenty z warzywami”.

Czym żyję?

Ostatnie dni roku sprzyjają rozmaitym życiowym przemyśleniom. Wprawdzie jestem całkowicie odporna na magię „od nowego roku będę…”, ale stwierdziłam, że czas najwyższy przemyśleć sobie kilka spraw, pomyśleć nad tym, co bym chciała robić, a czego nie, co jest dla mnie ważne, a czym nie powinnam się przejmować i tak dalej. Otacza mnie stanowczo za dużo niedokończonych spraw i takich, którymi bardzo chętnie bym się zajęła, ale nie do końca wiem kiedy miałabym to zrobić, więc tkwią w mojej głowie niczym niemy wyrzut sumienia.
Uporządkowanie tego bałaganu przyniesie – mam nadzieję – trochę więcej spokoju.

W ogóle odczuwam ostatnio potrzebę uporządkowania wielu rzeczy. I nie mam na myśli tylko tych stosów materiałów, które wypadają z półek. Rzeczywistość zmienia się bardzo szybko – głównie za sprawą naszego dziecięcia. Przychodzą nowe umiejętności, nowe możliwości, trzeba zmieniać plan dnia, rozkład mebli w pokoju i tak dalej. To z jednej strony bywa czasami męczące – ledwo się człowiek przyzwyczaił do jakiegoś stanu rzeczy, a już trzeba coś zmieniać, a z drugiej strony pozwala spokojniej podchodzić do różnych niedogodności, bo za miesiąc może już ich na przykład nie być.
Jednocześnie nabiera się pewności, że w każdej sytuacji „jakoś to będzie” – bo już tyle razy „jakoś” było i wszyscy przeżyli.

About the author

szycie_w_miedzyczasie

View all posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *